Jeszcze raz o L.in.oleum, jeszcze raz o quine

L.in.oleum to język programowania, o którym wspominałem już w poprzednim wpisie. Temat quine też już miałem okazję poruszyć, jednak wtedy prezentowałem go w wersji pascalowej, a problem rozwiązałem w zupełnie inny sposób.

Lino nie nadaje się zbyt dobrze do pisania quine w klasycznej postaci. Przyczyna jest prosta: język został zaprojektowany tak, by nie był zbyt oszczędny składniowo, za to bardzo czytelny. Poza tym jest asemblerem, co też nie ułatwia sprawy. Można jednak uciec się do pewnej sztuczki, która zupełnie rozwiązuje ten problem.

Program można wyposażyć w sekcję "stockfile", która umożliwia dołączenie dowolnego pliku do wyjściowej aplikacji. Dowolnego, a więc również samego pliku ze źródłem programu!

Obsługa tak dołączonego pliku nie różni się prawie niczym od wczytywania pliku z dysku, jednak spełnia warunek hermetycznego środowiska – taki program nie wymaga absolutnie żadnych danych z zewnątrz, wszystkie potrzebne informacje są już w pliku wykonywalnym. czytaj dalej

 

L.in.oleum – jeden poziom nad podłogą

Jeśli lubisz poznawać nowe, egzotyczne języki programowania i nie boisz się pracy bardzo blisko sprzętu, to L.in.oleum powinno Cię zainteresować.

Lino – bo tak brzmi popularny w środowisku fanów języka skrót nazwy – jest skutkiem ubocznym rozwijania piątej odsłony gry Noctis. Skutek uboczny to może nienajlepsze ujęcie sytuacji, bo Lino i Noctis rozwijają się równolegle, ale to właśnie od Noctis V zaczęła się historia języka.

Tworząc poprzednie wydania gry jej twórca, Alessandro Ghignola, doszedł do wniosku, że pisanie w asemblerze jest męczące i stosunkowo powolne – sam język nie grzeszy czytelnością, a debugowanie nie należy do najłatwiejszych. Kłopotliwy jest też zupełny brak przenośności, który skutecznie uniemożliwia proste przenoszenie aplikacji na inne platformy systemowe lub sprzętowe.

Będąc już doświadczonym programistą, Ghignola postanowił stworzyć własny niskopoziomowy język programowania, w którym chciał napisać piątą część serii. Tak narodziło się L.in.oleum. czytaj dalej

 

O rolce myszy i naturalnym przewijaniu

Możliwe, że nigdy w życiu nie widziałeś myszy bez rolki. Prawdopodobnie tak jak ja nie wyobrażasz sobie używania komputera bez niej. Za każdym razem, gdy chcesz coś przewinąć musiałbyś sięgać kursorem do suwaka – jakie to niewygodne!

Rolka myszy już na dobre zadomowiła się w podświadomości użytkowników. Kręcimy w górę – przewija się do góry, kręcimy w dół – przewija się w dół. Nagle w lipcu 2011 Apple wprowadza naturalne przewijanie, czyli… dokładnie odwrotne działanie rolki. Czy takie działanie miało sens? Czy nowe rozwiązanie jest wygodne? To zależy.

Tak, wiem, że mam słabe baterie w myszce ;)

Tak, wiem, że mam słabe baterie w myszce ;)

Spójrz na mysz komputerową. Poobracaj trochę rolką. Spróbuj wyczuć jej działania, posłuchaj dźwięku. Na codzień nie zwracasz na to zupełnie uwagi, ale rolka jest podświadomie kojarzona jako urządzenie mechaniczne. Działa skokowo, wydaje charakterystyczny odgłos. Jej mechaniczność nie pozostawia cienia wątpliwości. Mechaniczne jest też to urządzenie:

Źródło: Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Są to potencjometry liniowe, znane szerzej jako suwaki oraz występujące powszechnie w starszej elektronice użytkowej. czytaj dalej

 

Ponownie o mailingu

Już tyle firm popełniło błędy przy rozsyłaniu mailingu. Najwyraźniej ani one, ani inne instytucje nie uczą się na tych błędach.

O wpadkach Microsoftu już wcześniej pisałem, nawet dwukrotnie. Kilka kolejnych pomyłek z ich strony postanowiłem przemilczeć. A oto już nadciągają kolejni kandydaci do opisania – ze świeżymi, zupełnie nowatorskimi błędami!

Kupiłem ostatnio na stronie Empiku książkę JavaScript. Aplikacje WWW. Odebrałem ją, zacząłem czytać. Po pewnym czasie otrzymałem maila zachęcającego mnie do ocenienia książki, którą kupiłem. Tyle, że…

Empik - pomyłka przy mailingu.

… tytuł troszkę się nie zgadza. I podejrzewam, że nie jestem jedynym klientem dotkniętym przez ten błąd.

czytaj dalej

 

Jak rozpoznać stronę piszącą w Twoim imieniu na Facebooku?

Szczególnie ostatnio widzę na Facebooku dużo postów moich znajomych, w których zachwalają oni różne obrazki lub filmy na innych stronach. Przy czym ci znajomi wcale nie wiedzą o tym, że je zachwalają.

"Dupy i siano" polecone na Facebooku.

 

Nie będę tu wnikał w szczegóły działania mechanizmu pisania z facebookowego konta bez wiedzy jego właściciela. Wolałbym raczej skupić się na tym, jak uniknąć publikowania takich ciekawostek na swojej tablicy. czytaj dalej